Najnowsze

Napisz do nas

Jeśli chcesz by portal opublikował Twój tekst, skontaktuj się z redakcją.

Email
zachod24@zachod.pl

Telefon
+48 68 455 55 05

Adres
Kukułcza 1
Zielona Góra

Media społecznościowe

Rafał Zapadka: Gang Olsena przetrącony ruską onucą

Tajemnicą poliszynela jest „ścisła współpraca” naszych partii politycznych z zagranicznymi ośrodkami. Złośliwcy, których przecież nie brakuje, powiadają nawet, że mamy w kraju tak naprawdę tylko trzy stronnictwa: amerykańskie, pruskie i ruskie. Takie np. stronnictwo pruskie tańczy do melodii skomponowanej w Brukseli przez niemieckich muzykologów. Można ich łatwo rozpoznać, gdyż stręcząc tubylcom euro, większą integrację, rezygnację z węgla maskują zdradę państwowych interesów swojskimi przyśpiewkami, okrzykami i przytupami, że niby tańczą polskiego oberka. Z kolei stronnictwo amerykańskie krząta się jak może, aby tylko zadowolić naszego drogiego sojusznika (oraz równie drogiego sojusznika naszego sojusznika), który jest wymagający pieruńsko i nieczuły na nasze narodowe imponderabilia. Cena jego przyjaźni i militarnej pomocy jest bardzo wysoka a oficjalne wsparcie bezprawnych roszczeń żydowskich do polskiego mienia może zmienić tę cenę z wysokiej w rujnującą.

Reprezentanci stronnictw pruskiego i amerykańskiego nie kryją swoich ścisłych związków z zagranicą a nawet chwalą się ich intensywnością i wyjątkowym, protekcjonalnym charakterem. Wszystkie ugrupowania startujące w wyborach do PE, z wyjątkiem Konfederacji, współpracują jawnie z ośrodkami zewnętrznymi. Nawet Wiosna ma protektora w osobie Timmermansa, reprezentującego europejską lewicę, a Kukiz’15 jest sojusznikiem współrządzącego Włochami Ruchu Pięciu Gwiazd. Inaczej jest ze stronnictwem ruskim, które na pewno jest, ale jakoby go nie było. Żadna polityczna formacja nie przyznaje się do spotkań III stopnia z Kremlem. Polscy politycy codziennie rano dokładają starań, aby zamiast skarpet nie założyć niechcący „ruskiej onucy”, bo wtedy się wyda, że należą do korpusu „agentów wpływu Moskwy”.

Konfederacja była i jest taka jakaś inna, nie płynie w głównym nurcie. Ponieważ najenergiczniej i bez ogródek wystąpiła ona przeciwko 447 i rozpowszechniała czarne scenariusze po ewentualnym zaspokojeniu żydowskich roszczeń, to wicepremier Gowin orzekł, że „sprzeniewierzyła się polskiej racji stanu” i w ogóle „zagroziła” Polsce. Z kolei sam prezes Kaczyński nazwał ją „formacją prorosyjską”. Wcześniej obóz władzy skutecznie przejął hasło „stop JUST 447” oraz zajął miejsce pierwszego defensora przed nawałnicą oskarżeń Polski o współodpowiedzialność za Holokaust i żądań zapłaty „za niemieckie zbrodnie wojenne” (elegancka nazwa żydowskich roszczeń). Znamienne jest, że działalność Konfederacji zatroskała również ambasadora USA panią Mosbacher, która w trakcie kampanii wyborczej stwierdziła, że informacje Konfederacji o amerykańskiej ustawie są „rażąco nieprawdziwe” i dodała: „Nie rozumiem, czemu wszyscy są tak bardzo tym zaniepokojeni”. Te i inne działania skutecznie utrąciły szanse Konfederacji na przekroczenie 5%. Jarosław Gowin mógł z ulgą i wyrzutem jednocześnie powiedzieć, że „próbowali wejść do PE podsycając nastroje antysemickie”.

„Stąd nauka jest dla żuka”, że zbyt natarczywe krytykowanie bezprawnych roszczeń może być uznane za antysemityzm. Konfederacja o tym zapomniała, a ponadto nie powstrzymała Korwina-Mikke przed wygłaszaniem idiotyzmów, a innego jej kandydata, z koszernym nazwiskiem, przed głupkowatym happeningiem z jarmułką. W rezultacie dała się przerobić w gang Olsena i na koniec przetrącić ruską onucą. Z punktu widzenia naszych zatroskanych sojuszników wybory do PE udały się, bo tylko ok. 10% głosów otrzymały partie „antysystemowe”.

Rafał Zapadka

fot. Pixabay

Dodaj komentarz

You don't have permission to register